Fanfy
.studio
Background image
← Back
0 likes

Toxok

Fandom: Marvel

Created: 5/25/2026

Contents

Echa milczenia

Ekran telefonu rozświetlił ciemność sypialni, rzucając trupioblade światło na twarz Aleksandry. Zegar na szafce nocnej wskazywał wpół do trzeciej nad ranem. Jej oczy, piekące z niewyspania i przesuszone od wielogodzinnego wpatrywania się w błękitny blask, natychmiast odzyskały ostrość. Serce uderzyło mocniej, a w brzuchu poczuła ten charakterystyczny, nieprzyjemny skurcz – mieszankę lęku i euforii.

*Bucky: Bądź za dwadzieścia minut. Drzwi otwarte.*

Tylko tyle. Żadnego „cześć”, żadnego pytania, czy nie śpi, czy ma plany, czy w ogóle ma ochotę wychodzić z domu w środku tygodnia, gdy za pięć godzin musi być w pracy. Aleksandra odetchnęła głęboko, czując, jak napięcie, które kumulowało się w niej przez ostatnie trzy dni milczenia, nagle puszcza. Była jak roślina, która po długiej suszy dostała kroplę wody – nieistotne, że brudnej.

Wstała z łóżka mechanicznym ruchem. Nie zapalała światła, nie chciała widzieć swojego odbicia w lustrze. Wiedziała, co by tam znalazła: podkrążone oczy, bladą cerę i ten wyraz twarzy, którego sama u siebie nie lubiła – wyraz całkowitego poddaństwa.

Wciągnęła na siebie ciemne jeansy i gruby sweter, choć noc była ciepła. Czuła wewnętrzny chłód, który mógł rozproszyć tylko on. Albo przynajmniej tak sobie wmawiała.

Jazda przez nocny Waszyngton trwała krótko. Ulice były puste, a miasto wydawało się obce, jakby istniało tylko jako tło dla jej obsesji. Kiedy zaparkowała przecznicę od jego mieszkania, dłonie jej drżały. To nie była ekscytacja, którą czuje się przed randką. To był głód narkomana, który zaraz dostanie swoją dawkę.

Weszła po schodach, unikając skrzypiących stopni. Drzwi, zgodnie z zapowiedzią, były uchylone. W środku panował półmrok, rozproszony jedynie przez światło ulicznych latarni wpadające przez niezasłonięte okna. Bucky siedział w fotelu, z jedną nogą opartą o niski stolik. W ręku trzymał szklankę z czymś ciemnym. Nawet na nią nie spojrzał, gdy wchodziła.

— Spóźniłaś się dwie minuty — rzucił szorstko. Jego głos był niski, zachrypnięty i pozbawiony jakichkolwiek ciepłych tonów.

Aleksandra zatrzymała się w progu salonu, splatając palce.

— Przepraszam, światła na skrzyżowaniu trzymały wyjątkowo długo.

Bucky prychnął pod nosem i upił łyk alkoholu. Dopiero wtedy podniósł na nią wzrok. Jego niebieskie oczy, zazwyczaj lodowate, teraz wydawały się niemal czarne w tym oświetleniu. Nie było w nich powitania, jedynie ocena.

— Podejdź tutaj — rozkazał.

Zrobiła to bez wahania. Stanęła przed nim, czując zapach metalu, tytoniu i czegoś, co kojarzyło jej się z lasem po deszczu. To był zapach, który nawiedzał ją w snach, który czuła na swojej poduszce jeszcze długo po tym, jak on znikał z jej życia na całe dnie.

Bucky wyciągnął swoją ludzką dłoń i chwycił ją za nadgarstek. Uścisk był mocny, niemal bolesny, ale Aleksandra nawet nie drgnęła. Władczość, z jaką ją traktował, była dla niej kotwicą. W świecie, w którym czuła się zagubiona i nieważna, jego brutalna pewność siebie dawała jej złudne poczucie przynależności.

— Tęskniłaś? — zapytał, choć brzmiało to bardziej jak drwina niż pytanie.

— Tak — szepnęła, nienawidząc tego, jak bardzo jej głos drżał. — Nie odzywałeś się od czwartku.

Bucky przyciągnął ją bliżej, tak że jej kolana dotknęły jego nóg.

— Miałem rzeczy do załatwienia. Nie sądziłem, że muszę ci się spowiadać z każdej minuty, Aleksandra.

— Nie musisz. Po prostu... martwiłam się.

Puścił jej nadgarstek i machnął ręką, jakby odganiał natrętną muchę.

— Twoje zmartwienia są męczące. Nie po to tu jesteś.

Te słowa powinny zaboleć. Powinny być sygnałem do odwrotu, do wybiegnięcia z tego mieszkania i zablokowania jego numeru na zawsze. Aleksandra wiedziała to w głębi duszy. Widziała to w oczach swojej przyjaciółki, gdy ta pytała, dlaczego znowu nie przyszła na kolację. Czuła to, gdy patrzyła na swoje nieodebrane połączenia od rodziny. Ale tutaj, w tym mroku, logika nie miała wstępu.

Bucky wstał gwałtownie, górując nad nią. Był potężny, a jego obecność wypełniała całą przestrzeń, nie zostawiając jej miejsca na oddech.

— Chodźmy — powiedział krótko, ruszając w stronę sypialni.

Nie zapytał, jak minął jej dzień. Nie zapytał, czy jest zmęczona. Relacja z Jamesem Barnesem nie była dialogiem. Była serią poleceń, na które ona odpowiadała z gorliwością, której sama się wstydziła.

Kilka godzin później Aleksandra leżała w ciemności, wsłuchując się w jego miarowy oddech. Bucky spał odwrócony do niej plecami, twardo, jak człowiek, który nie ma żadnych wyrzutów sumienia. Ona natomiast nie mogła zmrużyć oka. Patrzyła w sufit, czując narastającą w piersi pustkę.

To było to „wyjątkowe”, o którym myślała na początku? Pamiętała te pierwsze wiadomości. Były krótkie, tajemnicze, sprawiały, że czuła się wybrana przez kogoś, kto był legendą, bohaterem, a jednocześnie człowiekiem z mroczną przeszłością. Czuła się, jakby ratowała go swoją obecnością.

Teraz wiedziała, że nikogo nie ratuje. Była jedynie elementem jego rutyny, kimś, kto wypełniał ciszę, gdy on tego potrzebował, i znikał, gdy stawał się zbędny.

*Muszę z tym skończyć* — pomyślała, a łza spłynęła jej po skroni, wsiąkając w poduszkę. — *Jutro mu powiem. Powiem, że nie mogę tak żyć. Że zasługuję na kogoś, kto będzie chciał ze mną rozmawiać przy świetle dziennym.*

Z tą myślą, przynoszącą chwilową ulgę, w końcu zasnęła.

Rano obudził ją chłód. Miejsce obok niej było puste. Bucky’ego nie było w mieszkaniu, nie zostawił żadnej kartki, żadnego znaku, że w ogóle tu był, poza pogniecioną pościelą. Aleksandra ubrała się w pośpiechu, czując narastający wstyd. Wyszła z mieszkania, zamykając za sobą drzwi, i obiecała sobie, że to był ostatni raz.

Przez następne dwa dni trzymała się dzielnie. Skupiła się na pracy, poszła na kawę z koleżanką, starała się nie patrzeć na telefon. Ale telefon był tam zawsze. W kieszeni, na biurku, na szafce nocnej. Milczał, a to milczenie było głośniejsze niż jakikolwiek krzyk.

Zaczęła analizować każdą ich ostatnią interakcję. Czy powiedziała coś nie tak? Czy może była zbyt nudna? A może on znalazł kogoś innego? Te myśli krążyły w jej głowie jak sępy, rozszarpując jej poczucie własnej wartości. Jej nastrój zaczął gwałtownie spadać. Stała się drażliwa, nieobecna, a każdy dźwięk powiadomienia sprawiał, że niemal wyskakiwała ze skóry, by po chwili poczuć falę mdłego rozczarowania, gdy okazywało się, że to tylko reklama lub wiadomość od operatora.

Trzeciego dnia wieczorem siedziała w swojej kuchni, wpatrując się w kubek zimnej herbaty. Czuła się fizycznie chora z braku kontaktu. To nie była miłość, wiedziała to. To było uzależnienie. On był jej narkotykiem, a ona przechodziła przez najgorszy detoks w swoim życiu.

Nagle ekran telefonu rozbłysnął.

*Bucky: Brakuje mi twojego zapachu. Wpadnij wieczorem.*

W jednej sekundzie cały jej opór, wszystkie obietnice złożone samej sobie, ca
Contents

Want to write your own fanfic?

Sign up on Fanfy and create your own stories!

Create my fanfic