
← Volver a la lista de fanfics
0 me gusta
Olśniewająco
Fandom: Boku no hero academia
Creado: 6/2/2026
Etiquetas
Recortes de VidaEstudio de PersonajeFluffHistoria DomésticaAcciónFantasíaRomanceAventuraDramaMisterioRealismo MágicoUA (Universo Alternativo)
Dzień Drugi: Sekrety i Dotyk
Słońce wschodziło nad Tokio, malując niebo w odcieniach różu i złota, ale w starym budynku Liceum UA, w sali, gdzie dzień wcześniej odbyło się spotkanie klasy 1-A, panował jeszcze półmrok. Resztki konfetti leżały na podłodze, szklanki stały na stołach, świadcząc o wczorajszej radosnej atmosferze. Jednak dzisiaj powietrze było gęstsze, przesycone oczekiwaniem. Mimo późnej pory, wszyscy, ku własnemu zaskoczeniu, pojawili się punktualnie. A może nawet wcześniej. Wszyscy z wyjątkiem Katsukiego.
Izuku siedział na jednym z krzeseł, nerwowo obgryzając paznokcie. Wczorajsze spotkanie wywróciło jego świat do góry nogami. Kacchan… był inny. Zmienił się w sposób, którego Izuku nigdy by się nie spodziewał. Piękny, zmysłowy, tajemniczy, a jednocześnie wciąż ten sam, nieokiełznany Katsuki. Jego ręce… Izuku czuł, że musi ich dotknąć. Musiał sprawdzić, czy są tak samo delikatne, jak wyglądały.
Uraraka, siedząca obok niego, również wydawała się zamyślona. Jej policzki wciąż lekko się rumieniły na wspomnienie uśmiechu Katsukiego. To było coś, czego nigdy nie widziała. Ten prawdziwy, szczery uśmiech, który zmiękczał jego rysy i sprawiał, że wyglądał… anielsko.
Nagle, drzwi otworzyły się bezszelestnie, a do środka wszedł Katsuki. Tym razem nie było żadnego dramatycznego wejścia, żadnych fajerwerków. Po prostu wszedł, jakby to było najbardziej naturalne na świecie. Na sobie miał luźne, czarne spodnie cargo i białą, dopasowaną koszulkę, która podkreślała jego wyrzeźbioną sylwetkę. Na szyi wisiał mu srebrny łańcuszek z małą, niepozorną zawieszką. Włosy miał lekko potargane, jakby dopiero co wstał z łóżka, co tylko dodawało mu uroku.
„Spóźniłeś się, Bakugou-kun!” zawołała Mina, niemal natychmiast.
Katsuki tylko prychnął, ale w jego oczach błysnęła iskierka rozbawienia. „Musiałem zjeść śniadanie, co nie? Nie jestem Deku, żeby żyć na samych emocjach.”
Izuku poczuł, jak jego policzki płoną. „Kacchan!”
Katsuki podszedł do nich, a wszyscy zrobili mu miejsce. Siadł obok Izuku, a jego bliskość sprawiła, że serce zielonowłosego bohatera zabiło szybciej.
„Więc, Kacchan,” zaczął Kirishima, „mówiłeś, że ratujesz światy. Opowiedz nam coś więcej. Jakieś szalone misje? Międzygalaktyczne potwory?”
Katsuki westchnął, patrząc na nich z lekkim rozbawieniem. „Międzygalaktyczne potwory to raczej domena Deku. Ja zajmuję się… bardziej subtelnymi sprawami.”
„Subtelnymi?” zapytał Todoroki, unosząc brew. „Co to znaczy?”
Katsuki oparł się o krzesło, zakładając ręce za głowę. „Widzicie, po wojnie, kiedy świat zaczął się odbudowywać, pojawiły się nowe zagrożenia. Nie tylko te fizyczne, ale i te… bardziej metafizyczne. Stare legendy, zapomniane bóstwa, istoty z innych wymiarów. Rzeczy, które nie pasują do podręczników historii.”
W sali zapadła cisza. Wszyscy słuchali z zapartym tchem.
„Zostałem zwerbowany do specjalnej jednostki” kontynuował Katsuki. „Jesteśmy jak… ostatnia linia obrony. Pilnujemy, żeby te rzeczy pozostały w ukryciu, żeby nie zakłócały spokoju świata. Walczymy z demonami, duchami, istotami, które nawet nie mają imion.”
„To brzmi… jak coś z horroru” szepnęła Jiro, lekko drżącym głosem.
„Bo to jest horror” odparł Katsuki, a w jego głosie pobrzmiewała nuta powagi. „Ale ktoś musi to robić. Ktoś musi chronić ludzi przed tym, czego nie rozumieją.”
„Czy… czy to jest niebezpieczne?” zapytała Uraraka, jej głos był cichy.
Katsuki spojrzał na nią, a w jego oczach błysnął cień smutku. „Bardziej niż cokolwiek, z czym kiedykolwiek się zmierzyliśmy. Ale jestem w tym dobry. Bardzo dobry.”
„Opowiedz nam o jednej misji!” zawołał Kaminari, podekscytowany. „Takiej, która zapadła ci w pamięć!”
Katsuki zaśmiał się, a ten śmiech był nieco inny niż wczoraj. Był bardziej gorzki, bardziej doświadczony. „Pewnie. Była jedna taka misja… W Ameryce Południowej, w gęstej dżungli. Odnaleźliśmy tam starożytną świątynię, która miała być strzeżona przez… coś, co nazywano ‘Pożeraczem Dusz’.”
Wszyscy zadrżeli. Izuku czuł dreszcz na plecach.
„To była istota z innego wymiaru” kontynuował Katsuki. „Żywiła się strachem i rozpaczą. Im więcej ludzi się bało, tym silniejsza się stawała. Kiedy tam dotarliśmy, cała wioska była opanowana przez paraliżujący strach. Ludzie siedzieli w swoich domach, czekając na śmierć.”
„I co zrobiłeś?” zapytał Sero, jego głos był pełen napięcia.
„Musieliśmy wejść do świątyni i zniszczyć źródło jej mocy” odparł Katsuki. „Ale żeby to zrobić, musieliśmy stawić czoło naszym największym lękom. Pożeracz Dusz potrafił materializować najgorsze koszmary. Dla mnie… to były moje własne demony. Moja arogancja, moja pycha, moje poczucie, że muszę być najlepszy. Wszystkie moje błędy, wszystkie moje porażki, wszystko, co sprawiało, że czułem się słaby.”
W sali zapanowała cisza. Nikt nie spodziewał się takiej otwartości od Katsukiego.
„Walczyłem z tymi demonami” powiedział Katsuki, a jego głos był cichy. „Walczyłem z nimi w swojej głowie, w swoim sercu. Prawie mnie złamały. Ale… przypomniałem sobie, dlaczego to robię. Przypomniałem sobie o ludziach, których muszę chronić. O tym, że nie mogę pozwolić, żeby strach mnie pokonał.”
„I co się stało?” zapytała Momo, jej oczy były pełne współczucia.
„Zniszczyłem źródło mocy Pożeracza Dusz” odparł Katsuki. „Ale nie bez konsekwencji. Od tamtej pory… widzę rzeczy. Czuję rzeczy. Jestem bardziej świadomy tego, co kryje się za zasłoną rzeczywistości.”
„Czy to… czy to zmieniło twoją Quirk?” zapytał Izuku, jego głos był ledwo słyszalny.
Katsuki spojrzał na niego, a w jego oczach pojawił się tajemniczy błysk. „Moja Quirk jest silniejsza niż kiedykolwiek. Ale to nie tylko o moc chodzi. Chodzi o kontrolę. O zrozumienie. O to, żeby nie być niewolnikiem własnych emocji.”
„To… to niesamowite, Kacchan” powiedział Izuku, a jego głos był pełen podziwu. „Zawsze byłeś silny, ale teraz… teraz jesteś czymś więcej.”
Katsuki prychnął, ale tym razem w tym prychnięciu nie było kpiny, tylko lekkie zmieszanie. „Nie przesadzaj, Deku. Po prostu dorosłem. Tak jak wy wszyscy.”
„Ale twoje ręce, Kacchan” powiedział Kaminari, przerywając poważną atmosferę. „Są takie małe! Jak mogłeś walczyć z takimi rzeczami z takimi dłońmi?”
Katsuki uśmiechnął się, a ten uśmiech był pełen ironii. „Kto powiedział, że rozmiar ma znaczenie, idioto? To nie jest penis.”
Wszyscy wybuchnęli śmiechem, a Izuku poczuł, jak jego policzki ponownie płoną.
„Ale tak serio, Kacchan” powiedziała Mina. „Musisz nam pozwolić dotknąć twoich dłoni! Są takie urocze!”
Katsuki westchnął, ale w jego oczach wciąż błyszczała iskierka rozbawienia. „Dobra, dobra. Ale tylko raz. I bez ściskania. To moje narzędzia pracy, co nie?”
Mina pisnęła z zachwytu i natychmiast wyciągnęła rękę, żeby dotknąć dłoni Katsukiego. Były tak delikatne, tak gładkie, jakby nigdy nie były używane do walki. Były idealne.
Potem przyszła kolej na Urarakę. Jej palce delikatnie musnęły dłoń Katsukiego, a ona poczuła dreszcz. Były tak subtelne, a jednocześnie emanowały siłą.
W końcu przyszła kolej na Izuku. Jego serce biło jak szalone. Wyciągnął drżącą rękę i delikatnie dotknął dłoni Katsukiego. Były tak miękkie, tak gładkie, tak… idealne. Czuł, jak jego palce delikatnie oplatają się wokół palców Katsukiego. To było jak dotknięcie jedwabiu, a jednocześnie czuł pod nimi ukrytą siłę. To było coś, czego nigdy by się nie spodziewał po Katsukim.
Katsuki spojrzał na Izuku, a w jego oczach pojawił się… coś. Coś, czego Izuku nie potrafił nazwać. To było połączenie czułości, zrozumienia i… czegoś więcej. Czegoś, co sprawiło, że Izuku poczuł się, jakby cały świat zniknął, a istnieli tylko oni dwaj.
„Są… są piękne, Kacchan” szepnął Izuku, jego głos był ledwo słyszalny.
Katsuki prychnął, ale tym razem w tym prychnięciu nie było kpiny, tylko lekkie zmieszanie. „Nie przesadzaj, Deku. To tylko ręce.”
Ale Izuku wiedział, że to nie były tylko ręce. To były ręce, które ratowały światy. Ręce, które walczyły z demonami. Ręce, które tworzyły piękno. I były to ręce, których Izuku pragnął dotykać.
Reszta klasy również podchodziła, żeby dotknąć dłoni Katsukiego. Wszyscy byli pod wrażeniem ich delikatności i piękna. Katsuki, ku ich zaskoczeniu, pozwolił im na to, choć z lekkim grymasem na twarzy.
„Dobra, dobra, wystarczy tego macania” powiedział Katsuki, w końcu. „Nie jestem jakimś eksponatem.”
Wszyscy zaśmiali się, a atmosfera w sali stała się lżejsza. Katsuki, mimo swojej początkowej niechęci, wydawał się cieszyć z ich uwagi.
„Więc, Kacchan” powiedział Izuku, a jego głos był pełen ciekawości. „Czy masz jakieś inne… sekrety? Coś, o czym jeszcze nie wiemy?”
Katsuki uśmiechnął się tajemniczo. „Pewnie. Ale nie wszystko naraz. Muszę wam zostawić coś na deser, co nie?”
Wszyscy zaśmiali się. Wiedzieli, że Katsuki Bakugou wciąż miał wiele do zaoferowania. Był zagadką, którą chcieli rozwiązać. Był mężczyzną, który zmieniał się na ich oczach, a jednocześnie pozostawał tym samym, nieokiełznanym Katsukim, którego znali i kochali.
Spotkanie trwało jeszcze długo. Rozmawiali o swoich wspomnieniach, o swoich marzeniach, o swoich lękach. Katsuki, ku ich zaskoczeniu, brał aktywny udział w rozmowie, opowiadając o swoich doświadczeniach, dzieląc się swoimi przemyśleniami. Był bardziej otwarty, bardziej wrażliwy, niż kiedykolwiek wcześniej.
Kiedy w końcu nadszedł czas pożegnania, Izuku podszedł do Katsukiego. „Kacchan” powiedział, a jego głos był cichy. „Cieszę się, że wróciłeś.”
Katsuki spojrzał na niego, a w jego oczach pojawił się ten sam, tajemniczy błysk. „Ja też, Deku. Ja też.”
Następnie, ku zaskoczeniu Izuku, Katsuki delikatnie uścisnął jego dłoń. To był krótki, ale znaczący gest. Gest, który mówił więcej niż tysiąc słów. Gest, który sprawił, że serce Izuku zabiło szybciej.
Katsuki Bakugou, model, zbawca światów i czasoprzestrzeni, a także chłopak o anielskiej twarzy i uroczych dłoniach, opuścił salę, zostawiając za sobą klasę 1-A w oszołomieniu i z mnóstwem pytań. Wiedzieli jedno – to był dopiero początek nowej, ekscytującej przygody z ich dawnym, a zarazem zupełnie nowym przyjacielem. Nie mogli się doczekać, by odkryć, co jeszcze Katsuki Bakugou może im ujawnić. Izuku i Uraraka, którzy czuli, że ich światy właśnie stały się bardziej skomplikowane i… interesujące.
Izuku siedział na jednym z krzeseł, nerwowo obgryzając paznokcie. Wczorajsze spotkanie wywróciło jego świat do góry nogami. Kacchan… był inny. Zmienił się w sposób, którego Izuku nigdy by się nie spodziewał. Piękny, zmysłowy, tajemniczy, a jednocześnie wciąż ten sam, nieokiełznany Katsuki. Jego ręce… Izuku czuł, że musi ich dotknąć. Musiał sprawdzić, czy są tak samo delikatne, jak wyglądały.
Uraraka, siedząca obok niego, również wydawała się zamyślona. Jej policzki wciąż lekko się rumieniły na wspomnienie uśmiechu Katsukiego. To było coś, czego nigdy nie widziała. Ten prawdziwy, szczery uśmiech, który zmiękczał jego rysy i sprawiał, że wyglądał… anielsko.
Nagle, drzwi otworzyły się bezszelestnie, a do środka wszedł Katsuki. Tym razem nie było żadnego dramatycznego wejścia, żadnych fajerwerków. Po prostu wszedł, jakby to było najbardziej naturalne na świecie. Na sobie miał luźne, czarne spodnie cargo i białą, dopasowaną koszulkę, która podkreślała jego wyrzeźbioną sylwetkę. Na szyi wisiał mu srebrny łańcuszek z małą, niepozorną zawieszką. Włosy miał lekko potargane, jakby dopiero co wstał z łóżka, co tylko dodawało mu uroku.
„Spóźniłeś się, Bakugou-kun!” zawołała Mina, niemal natychmiast.
Katsuki tylko prychnął, ale w jego oczach błysnęła iskierka rozbawienia. „Musiałem zjeść śniadanie, co nie? Nie jestem Deku, żeby żyć na samych emocjach.”
Izuku poczuł, jak jego policzki płoną. „Kacchan!”
Katsuki podszedł do nich, a wszyscy zrobili mu miejsce. Siadł obok Izuku, a jego bliskość sprawiła, że serce zielonowłosego bohatera zabiło szybciej.
„Więc, Kacchan,” zaczął Kirishima, „mówiłeś, że ratujesz światy. Opowiedz nam coś więcej. Jakieś szalone misje? Międzygalaktyczne potwory?”
Katsuki westchnął, patrząc na nich z lekkim rozbawieniem. „Międzygalaktyczne potwory to raczej domena Deku. Ja zajmuję się… bardziej subtelnymi sprawami.”
„Subtelnymi?” zapytał Todoroki, unosząc brew. „Co to znaczy?”
Katsuki oparł się o krzesło, zakładając ręce za głowę. „Widzicie, po wojnie, kiedy świat zaczął się odbudowywać, pojawiły się nowe zagrożenia. Nie tylko te fizyczne, ale i te… bardziej metafizyczne. Stare legendy, zapomniane bóstwa, istoty z innych wymiarów. Rzeczy, które nie pasują do podręczników historii.”
W sali zapadła cisza. Wszyscy słuchali z zapartym tchem.
„Zostałem zwerbowany do specjalnej jednostki” kontynuował Katsuki. „Jesteśmy jak… ostatnia linia obrony. Pilnujemy, żeby te rzeczy pozostały w ukryciu, żeby nie zakłócały spokoju świata. Walczymy z demonami, duchami, istotami, które nawet nie mają imion.”
„To brzmi… jak coś z horroru” szepnęła Jiro, lekko drżącym głosem.
„Bo to jest horror” odparł Katsuki, a w jego głosie pobrzmiewała nuta powagi. „Ale ktoś musi to robić. Ktoś musi chronić ludzi przed tym, czego nie rozumieją.”
„Czy… czy to jest niebezpieczne?” zapytała Uraraka, jej głos był cichy.
Katsuki spojrzał na nią, a w jego oczach błysnął cień smutku. „Bardziej niż cokolwiek, z czym kiedykolwiek się zmierzyliśmy. Ale jestem w tym dobry. Bardzo dobry.”
„Opowiedz nam o jednej misji!” zawołał Kaminari, podekscytowany. „Takiej, która zapadła ci w pamięć!”
Katsuki zaśmiał się, a ten śmiech był nieco inny niż wczoraj. Był bardziej gorzki, bardziej doświadczony. „Pewnie. Była jedna taka misja… W Ameryce Południowej, w gęstej dżungli. Odnaleźliśmy tam starożytną świątynię, która miała być strzeżona przez… coś, co nazywano ‘Pożeraczem Dusz’.”
Wszyscy zadrżeli. Izuku czuł dreszcz na plecach.
„To była istota z innego wymiaru” kontynuował Katsuki. „Żywiła się strachem i rozpaczą. Im więcej ludzi się bało, tym silniejsza się stawała. Kiedy tam dotarliśmy, cała wioska była opanowana przez paraliżujący strach. Ludzie siedzieli w swoich domach, czekając na śmierć.”
„I co zrobiłeś?” zapytał Sero, jego głos był pełen napięcia.
„Musieliśmy wejść do świątyni i zniszczyć źródło jej mocy” odparł Katsuki. „Ale żeby to zrobić, musieliśmy stawić czoło naszym największym lękom. Pożeracz Dusz potrafił materializować najgorsze koszmary. Dla mnie… to były moje własne demony. Moja arogancja, moja pycha, moje poczucie, że muszę być najlepszy. Wszystkie moje błędy, wszystkie moje porażki, wszystko, co sprawiało, że czułem się słaby.”
W sali zapanowała cisza. Nikt nie spodziewał się takiej otwartości od Katsukiego.
„Walczyłem z tymi demonami” powiedział Katsuki, a jego głos był cichy. „Walczyłem z nimi w swojej głowie, w swoim sercu. Prawie mnie złamały. Ale… przypomniałem sobie, dlaczego to robię. Przypomniałem sobie o ludziach, których muszę chronić. O tym, że nie mogę pozwolić, żeby strach mnie pokonał.”
„I co się stało?” zapytała Momo, jej oczy były pełne współczucia.
„Zniszczyłem źródło mocy Pożeracza Dusz” odparł Katsuki. „Ale nie bez konsekwencji. Od tamtej pory… widzę rzeczy. Czuję rzeczy. Jestem bardziej świadomy tego, co kryje się za zasłoną rzeczywistości.”
„Czy to… czy to zmieniło twoją Quirk?” zapytał Izuku, jego głos był ledwo słyszalny.
Katsuki spojrzał na niego, a w jego oczach pojawił się tajemniczy błysk. „Moja Quirk jest silniejsza niż kiedykolwiek. Ale to nie tylko o moc chodzi. Chodzi o kontrolę. O zrozumienie. O to, żeby nie być niewolnikiem własnych emocji.”
„To… to niesamowite, Kacchan” powiedział Izuku, a jego głos był pełen podziwu. „Zawsze byłeś silny, ale teraz… teraz jesteś czymś więcej.”
Katsuki prychnął, ale tym razem w tym prychnięciu nie było kpiny, tylko lekkie zmieszanie. „Nie przesadzaj, Deku. Po prostu dorosłem. Tak jak wy wszyscy.”
„Ale twoje ręce, Kacchan” powiedział Kaminari, przerywając poważną atmosferę. „Są takie małe! Jak mogłeś walczyć z takimi rzeczami z takimi dłońmi?”
Katsuki uśmiechnął się, a ten uśmiech był pełen ironii. „Kto powiedział, że rozmiar ma znaczenie, idioto? To nie jest penis.”
Wszyscy wybuchnęli śmiechem, a Izuku poczuł, jak jego policzki ponownie płoną.
„Ale tak serio, Kacchan” powiedziała Mina. „Musisz nam pozwolić dotknąć twoich dłoni! Są takie urocze!”
Katsuki westchnął, ale w jego oczach wciąż błyszczała iskierka rozbawienia. „Dobra, dobra. Ale tylko raz. I bez ściskania. To moje narzędzia pracy, co nie?”
Mina pisnęła z zachwytu i natychmiast wyciągnęła rękę, żeby dotknąć dłoni Katsukiego. Były tak delikatne, tak gładkie, jakby nigdy nie były używane do walki. Były idealne.
Potem przyszła kolej na Urarakę. Jej palce delikatnie musnęły dłoń Katsukiego, a ona poczuła dreszcz. Były tak subtelne, a jednocześnie emanowały siłą.
W końcu przyszła kolej na Izuku. Jego serce biło jak szalone. Wyciągnął drżącą rękę i delikatnie dotknął dłoni Katsukiego. Były tak miękkie, tak gładkie, tak… idealne. Czuł, jak jego palce delikatnie oplatają się wokół palców Katsukiego. To było jak dotknięcie jedwabiu, a jednocześnie czuł pod nimi ukrytą siłę. To było coś, czego nigdy by się nie spodziewał po Katsukim.
Katsuki spojrzał na Izuku, a w jego oczach pojawił się… coś. Coś, czego Izuku nie potrafił nazwać. To było połączenie czułości, zrozumienia i… czegoś więcej. Czegoś, co sprawiło, że Izuku poczuł się, jakby cały świat zniknął, a istnieli tylko oni dwaj.
„Są… są piękne, Kacchan” szepnął Izuku, jego głos był ledwo słyszalny.
Katsuki prychnął, ale tym razem w tym prychnięciu nie było kpiny, tylko lekkie zmieszanie. „Nie przesadzaj, Deku. To tylko ręce.”
Ale Izuku wiedział, że to nie były tylko ręce. To były ręce, które ratowały światy. Ręce, które walczyły z demonami. Ręce, które tworzyły piękno. I były to ręce, których Izuku pragnął dotykać.
Reszta klasy również podchodziła, żeby dotknąć dłoni Katsukiego. Wszyscy byli pod wrażeniem ich delikatności i piękna. Katsuki, ku ich zaskoczeniu, pozwolił im na to, choć z lekkim grymasem na twarzy.
„Dobra, dobra, wystarczy tego macania” powiedział Katsuki, w końcu. „Nie jestem jakimś eksponatem.”
Wszyscy zaśmiali się, a atmosfera w sali stała się lżejsza. Katsuki, mimo swojej początkowej niechęci, wydawał się cieszyć z ich uwagi.
„Więc, Kacchan” powiedział Izuku, a jego głos był pełen ciekawości. „Czy masz jakieś inne… sekrety? Coś, o czym jeszcze nie wiemy?”
Katsuki uśmiechnął się tajemniczo. „Pewnie. Ale nie wszystko naraz. Muszę wam zostawić coś na deser, co nie?”
Wszyscy zaśmiali się. Wiedzieli, że Katsuki Bakugou wciąż miał wiele do zaoferowania. Był zagadką, którą chcieli rozwiązać. Był mężczyzną, który zmieniał się na ich oczach, a jednocześnie pozostawał tym samym, nieokiełznanym Katsukim, którego znali i kochali.
Spotkanie trwało jeszcze długo. Rozmawiali o swoich wspomnieniach, o swoich marzeniach, o swoich lękach. Katsuki, ku ich zaskoczeniu, brał aktywny udział w rozmowie, opowiadając o swoich doświadczeniach, dzieląc się swoimi przemyśleniami. Był bardziej otwarty, bardziej wrażliwy, niż kiedykolwiek wcześniej.
Kiedy w końcu nadszedł czas pożegnania, Izuku podszedł do Katsukiego. „Kacchan” powiedział, a jego głos był cichy. „Cieszę się, że wróciłeś.”
Katsuki spojrzał na niego, a w jego oczach pojawił się ten sam, tajemniczy błysk. „Ja też, Deku. Ja też.”
Następnie, ku zaskoczeniu Izuku, Katsuki delikatnie uścisnął jego dłoń. To był krótki, ale znaczący gest. Gest, który mówił więcej niż tysiąc słów. Gest, który sprawił, że serce Izuku zabiło szybciej.
Katsuki Bakugou, model, zbawca światów i czasoprzestrzeni, a także chłopak o anielskiej twarzy i uroczych dłoniach, opuścił salę, zostawiając za sobą klasę 1-A w oszołomieniu i z mnóstwem pytań. Wiedzieli jedno – to był dopiero początek nowej, ekscytującej przygody z ich dawnym, a zarazem zupełnie nowym przyjacielem. Nie mogli się doczekać, by odkryć, co jeszcze Katsuki Bakugou może im ujawnić. Izuku i Uraraka, którzy czuli, że ich światy właśnie stały się bardziej skomplikowane i… interesujące.
